Tak pragnie się krzyknąć widząc kolejny sukces euroentuzjastów.
(http://biznes.interia.pl/raport/kryzys_w_usa/news/zostalismy-po-cichu-wyproszeni-od-stolu,1744841)
Przypominam sobie tę wielką bramę ustawioną u wejścia na rynku, którą symbolicznie mieli przekraczać mieszkańcy miasta a specjalny licznik zliczał, ile to już osób przez tę „bramę do Europy” przeszło. Nie obyło się bez szumnych reportaży z udziałem przedstawicieli władz miasta, znanych dziennikarzy czy też pracowników naukowych. A miało to miejsce gdzieś na początku XXI wieku, tak około roku 2000-2002/3
Zastanawiam się – gdzie dzisiaj są ci pracownicy naukowi, bo już skończyły się im programy w TV, dziennikarze stali się wolnymi strzelcami bez przynależności dzienikarskiej, liczne kiedyś tytuły dzienników i tygodników zniknęły z rynku a niezależna telewizja ograniczyła się praktycznie do nad wyraz popularnego TVN i nieoglądanego TVP. Problem także z bezrobociem, o ile wtedy dowiadywaliśmy się, że ktoś stracił pracę, to dzisiaj już tylko nieliczni mogą na nią liczyć. Samozatrudnienie, które jeszcze niedawno było powszechne, dzisiaj nie daje już wynagrodzenia a zakłady pracy są likwidowane jeden po drugim. My jako Polacy mamy jeszcze zatrudnienie w administracji publicznej, ale rząd likwiduje kolejne i kolejne stanowiska – tym razem w polskim sądownictwie oraz placówki dyplomatyczne a ograniczenia wydatków na edukację wymuszają na samorządach likwidację placówek szkolnych. Pozostające po szkołach budynki są wyprzedawane przez gminy na rzecz osób trzecich na własność, czyli w przypadku, gdyby wzrosła populacja dzieci – trzeba będzie wybudować nowe obiekty, bo majątek gminy zmienia definitywnie właściciela...
Co jeszcze nas czeka przy takim administrowaniu państwem, kiedy to eurozwolennicy stają się tylko wykonawcami dyrektyw fikcyjnej struktury „wspólnej, zjednoczonej” – już nie repubiki radzieckiej, a nie do końca już wiadomo, czy w ogóle europy, jeżeli taka jeszcze nadal istnieje.













