Okazuje się, że niejaki pan Kaczyński, znany z funkcji przewodniczącego opozycji politycznej, a jednocześnie osoba bliska dla Prezydenta RP, który zginął w wypadku lotniczym w 2010 roku kolejny raz nie ma racji ze swoimi koncepcjami.
Najmędrsi mędrcy stwierdzili, że 3-5% zgodność protokołu oględzin zwłok po weryfikacji takich oględzin w kilka godzin po wypadku to za mało, aby uznać, że jest to okoliczność podważająca wiarygodność rosyjskich fachowców.
Stwierdzenie, że na taśmie nie zarejestrowano głosu jakiegoś generała, to nie jest powód do uznania, że wiarygodność oficjalnego protokołu wskazującego na przyczyny katastrofy lotniczej wymaga wznowienia tej procedury.
Nagle okazało się, że kokpit Tupolewa to wypełniony pasażerami busik – w którym nagle znalazło się dwanaście, chociaż wspominano – również i trzynaście osób bądź ich kawałków.
Wcześniej w ogóle twierdzono, że za strami siedział sam prezydent a pijany generał lotnictwa pełnił funkcję zastępcy pilota. Ta przesłanka również nie powoduje niepokoju, że w oficjanym dokumencie stwierdzającym przyczyny katastrofy mogą być jeszcze i inne niewiarygodne elementy pomijając, że do dnia dzisiejszego części samolotu, który chyba pękł ze śmiechu na widok kurnika pełniącego rolę wieży naprowadzania samolotów o masie rzędu 100 ton przy rozpiętości skrzydeł ca 50 m - leżą zrzucone bezładnie na betonie lotniska, opatulone śniegiem i przykryte brezentową pałatką.
Amerykańska ekspertyza wykluczająca wysokość brzozy urywającej skrzydło przelatującemu ponad nią samolotowi to również przesłąnka nie zasługująca na rangę argumentu za powołaniem nowej komisji, która już bez żadnych hec określi, co naprawdę się stało.
Kilka godzin temu pisałem tekst o po litycznym skandalu wokół parafialnej rozgłośni, która ma aspiracje być profesjonalną stacją telewizyjną. A teraz nawiązuję do skandalu politycznego w randze dyskwalifikacji międzynarodowego gremium badającego przyczyny katastrof lotniczych.
Takich jaj nie było za czasów koalicji Kaczyński-Lepper-Giertych. A najniepoważniejsze żarty z nieudolności ówczesnego prezydenta to dzisiaj wręcz poruta kierownika ministrów.
363 940, 20.01.2012, 17.10














Samolot nie doleciał do lotniska, Było wielkie BĘC,
Rezultat?
Zatrzymały się skrzynie, zamarły taśmy szpul.
Powinien, musi być dalszy zapis na szpulach, pozostały z poprzedniego lotu.
Ten czas to tzw czas Alandira.