Sądzę, że ten wykrzyknik jest znany wszystkim bez względu na sympatię do wyznawanej filozofii na temat, czy człowiek jest rozwiniętą małpą czy też istotą stworzoną na wzór i podobieństwo.

 

Problem pojawił się zupełnie niedawno, dokładnie wtedy, kiedy pojawiła się rewolucyjna technologia pominięcia skomplikowanych urządzeń do połączenia z geostacjonarnym satelitą przeznaczonym do odbioru programu telewizyjnego. Kiedy pojawiła się możliwość odbioru kilkudziesięciu programów z całego świata, urzędnicy wymyślili przepisy o estetyce elewacji, co skutecznie ograniczyło możliwość zainstalowania anteny do odbioru programu telewizyjnego z satelity. Wcześniej wymyślono ograniczenia w swobodzie mocowania anten telewizyjnych na dachu.

Pewną namiastką „wolności wyboru” stała się telewizja przesyłana za pośrednictwem kabla, który pospinał budynki siecią... zazwyczaj jedynego dostawcy programu, który zażyczył sobie niemałe za ten transfer pieniądze.

Tu z kolei przed idotyczną monopolizacją programów stanęły koszty instalacji. O ile połączenie odbiorników TV kablem było opłacalne w dużych osiedlach o intensywnej zabudowie, oazą wolności wyboru programu TV stały się osiedla domków jednorodzinnych. Tu koszt instalacji stał się barierą nie do pokonania. Do czasu, aż wymyślono „multupleks” czyli najnowsze osiągnięcie przesyłania wiązki sygnału z programem telewizyjnym. W tej samej szerokości pasma zamiast jednego czy dwóch programów TV można teraz wysłać ich co najmniej osiem.

I stało się, czyli powstał kolejny urząd od manipuacji swobodą wyboru programu. Trzeba albo wymienić odbiornik telewizyjny na nowy albo kupić specjalny dekoder – z tym że ten dekoder już nie wymaga dostępu do anteny satelitarnej na elewacji. Wystarczyć miałaby maleńka antena pokojowa, jak to dawniej bywało, a wtedy będziemy mieć nieograniczony dostęp bez konieczności pośrednictwa telewizji kablowej.

I okazało się, że to precyzyjne urządzenie można wykorzystać do uniemożliwienia emisji programu wybranej telewizji. Los padł na TV TRWAM, które nijak nie może załapać się na dostęp na multipleksie, czyli będzie nadawać tylko wtedy, jak sowicie za to zapłaci...

 

A żeby ukryć ten szwindel, to rozgrzebano temat ACTA ad acta !

Intenauci, zamiast modlić się o dopust do multipleksu, miotają się między wsparciem bojkotowanego przez poprawność polityczną medium od moralności albo zabezpieczyś sobie swobodny dostęp do – co tu ukrywać – obrazków o frywolnej treści.

Aby dodać sprawie uroku, wszystkim pozostałym dorzucono akt zgorszenia z matką, która niby to upuściła dzieciaka z rąk, niby to odsprzedała niemowlaka a nakłamała opinię publiczną o rzekomym porwaniu, chociaż nikt nie dobijał się o okup. Dopiero tajemniczy as wywiadu, Hans K. superwywiadowca podstawiając świadków doprowadził do ujawnienia ponurej prawdy zakopania zwłok rzekomo porwanego dziecka w ruinach w pobliskim parku, czego nie udało się ujawnić z pomocą psów gończych oraz specjalnego aparatu do przeglądania skorupy ziemskiej sposobem adekwatnym do penetracji USG - co okazało się absolutną porutą służb specjalnych.

Aby tego było mało, kolejna pancerna brzoza stanęła na drodze Słońca Peru ku Krajowi Kwitnącej Wiśni, by tam złożyć autograf. A teraz odszczekuje to, co nakazał zrobić. Biedna Pani Ambasador. Ona już sama nie wie, kto ma wydawać jej dyspozycje i czym może zakończyć się wypełnienie przyjętej misji.

 

Sądzę, że powinniśmy przywołać pamięć legendarnego Lecha, aby skutecznie rozpędził tych, co nieskuteczni i w skarpetkach puścić – jak to deklarował.

Zastanawiam się, czy aby do końca wyjaśnił, kogo napradę puści w skarpetkach...  

367 350, 06.02.2012, 01.00